sierpnia 01, 2018

sierpnia 01, 2018

Curly Treats Fest: UK's Natural Hair & Beauty Event 2018

Witajcie!!! Dziś chciałabym wam opowiedzieć, o bardzo ciekawym wydarzeniu, w którym miałam okazję uczestniczyć w tę sobotę.  


Curly Treats Fest: UK's Natural Hair & Beauty Event to cykliczne wydarzenie dla posiadaczek/posiadaczy włosów kręconych i afro odbywające się co roku w Londynie. Była to jego druga edycja pod tą nazwą. Poprzednie edycje nazywały się Natural Hair Week i odbywały się od 2013 roku. Zapowiedziano już kolejną edycję za rok. Za organizacją eventu stoi Shirvina Best, która ostatnio otrzymała nagrodę 'Influencer of the Year Award' nadaną przez Black Beauty and Fashion Awards 2018.

Jest to największe wydarzenie tego typu w Wielkiej Brytanii. Założeniem festiwalu jest rozrywka, edukacja, poznanie nowości kosmetycznych na rynku oraz powiększenie kręconowłosej społeczności.

Curly Treats Fest: UK's Natural Hair & Beauty Event jest raczej nastawiony na czarnoskóre uczestniczki, ale nie zdemotywowało mnie i jako posiadaczka, chcąc nie chcąc kręconych włosów też się tam udałam. 

Wejściówka kosztowała 21 funtów za cały dzień i wszystkie dostępne atrakcje.

Przy wejściu okazałam bilet elektroniczny i dostałam odblaskowa żółtą opaskę oraz mały pakiecik powitalny. Był w nim program festiwalu oraz próbki kosmetyków.




Cały festiwal miał miejsce w dużej hali targowej na południu Londynu. W środku były 2 pomieszczenia targowe. Jedno w korytarzu, a drugie na bardzo dużej sali. Mimo przygotowanego miejsca, czułam się przytłoczona ilością ludzi. Bardzo trudno było się dostać o najciekawszych stoisk takich jak Curls, czy As I am. By zdrobić zdjęcia musiałam poczekać, aż tłum nieco się rozluźni.






Może napisze też o samych wystawcach. Zaskoczyła mnie ich ilość. Poza wyżej wspomnianymi Curls i As I am, były również marki takie jak Cantu, KeraCare, Palmers, Flora & Curl, Cream of Nature, Revlon i wiele innych, mniejszych i mniej znanych.






Bardzo, żałuje, że nie mogłam kupić wszystkiego i wypróbować wszystkie cuda tam dostępne. Tak jak wspomniałam, było dużo wystawców z małych, mniej znanych firm, które zasługują na uwagę, głównie ze względu na naturalne składy kosmetyków. Te stoiska nie były tak oblegane, jak te bardziej znanych firm, a szkoda.







Moją uwagę szczególnie przykuła jedna firma - Endless Limits. miałam okazję porozmawiać z przemiłą właścicielką i wypytać o wszystko ;) Zachęcona rozmową kupiłam niemal wszystkie produkty - African Black Soap Cleanser, Intense Moisture Conditioner, Avocado and Flaxseed Detangling Moisturiser i Curling Pudding. Flaxseed and Shea oil dostalam gratis.






Najbardziej zaciekawił mnie cleanser (myjadło). W swoim składzie nie ma typowych składników myjących. Jak wytłumaczyła mi pani właścicielka, właściwości myjące cleanser zawdzięcza naturalnemu afrykańskiemu czarnemu mydłu oraz olejowi kokosowemu.  Fascynujące! Nie mogę się doczekać, by to wypróbować :)











Generalnie wystawcy byli bardzo rozmowni i chętnie opowiadali o swoich kosmetykach. Czasem interesująco, czasem mniej. Jedna pani przekonywała mnie, że alkohol denat na początku składu odżywki leave-in wcale nie przesuszy mi włosów.. nic a nic...;)  byłam chyba jedyną osobą czytającą składy, bo dziwnie się na mnie patrzyli jak to robiłam.

Poza typowymi stoiskami kosmetycznymi, można było kupić ubrania i biżuterie afrykańską, makijaż dla ciemnej karnacji i wiele innych.

Fajnym punktem programu była możliwość konsultacji trychologicznej. Chętnych nie brakowało i dwie panie miały pełne ręce roboty. Odstałam w kolejce ok 45 minut i dowiedziałam się, że ani z włosami, ani ze skórą głowy nie mam najmniejszych problemów. Warto było :)


Poza stoiskami i zakupami były dostępne sale z prelekcjami. Była to część edukacyjna festiwalu. Niektóre prelekcje bardzo mnie zaciekawiły i chciałam w nich uczestniczyć, ale mi nie wyszło.. i ostatecznie uczestniczyłam tylko w jednej - Re-haireducation Miseducation of afro hair.
Co mi się podobało, prowadzące zadawały uczestniczkom proste pytania typu prawda/fałsz, by sprawdzić ich wiedze o afro włosach i ich pielęgnacji, a potem wyjaśniały jak to jest na prawdę. Jedne panie dały się przekonać, inne nie bardzo.. Udało mi się potem porozmawiać z jedną z prowadzących i przyznała, że wiedza o pielęgnacji włosów jest bardzo niska w Uk, i robią co mogą, by edukować kobiety i propagować naturalną pielęgnację, ale różnie to bywa. Są jednak dobrej myśli i się nie poddają :) Bardzo pozytywnie!


Poza kosmetykami od Endless Limits kupiłam butelkę na wodę typu Flairosol. Już dawno się na nią czaiłam i akurat była okazja. Butelka ta cechuje się tym, że rozpyla wodę w postaci niemal mgły, przez co o wiele łatwiej jest włosy reanimować bez nadmiernego ich moczenia.





Ze stoiska Curls kupiłam witaminy w płynie. Planowałam kupić w promocji ich słynną wcierkę, ale niestety nie było. Witaminy, normalnie kosztują ok 20-30 funtów, ja kupiłam moje za 10 funtów i teraz żałuję, że kupiłam tylko jedno opakowanie..smakują jak sok jagodowy.. mmm... Reszta ich produktów, nie różniła się cenowo na tyle, by było warto kupić na miejscu.

Po Cantu udałam się pod koniec festiwalu - sprzedawali produkty w promocji 3 za 10 funtów. Zaopatrzyłam się w nowy Curl Activator Cream, Deep treatment masque oraz Wave whip curling mousse (jest CG). Bardzo mnie ciekawi ta pianka. Pani ze stoiska Cantu polecała dać ją pod aktywator.  Wcześniej klienci dostawali torbę materiałową Cantu oraz jeden wybrany prezent.. a pod koniec już każdy dostawał pełen zestaw gratisów. Dzięki temu, że poczekałam z zakupami zgarnęłam ręcznik z mikrofibry, kubek, męską koszulkę rozmiar L (nowa piżama będzie ;), klipsy do sekcjonowania włosów, notesik, długopis i próbki rożnych ich kosmetyków. Uff.. sporo tego :)


Dodatkowo udało mi się zdobyć trochę próbek od As I am oraz KeraCare. 



Podsumowując, całe wydarzenie bardzo mi się podobało. Ze strony organizacyjnej, jako uczestnik, nie widziałam żadnych problemów, czy opóźnień.  Przygotowano dużo atrakcji, można było poznać ciekawych ludzi, zrobić zakupy ulubionych kosmetyków taniej, oraz poznać nowości na rynku. 

Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to tłok. Mniej więcej w połowie wydarzenia, ilość ludzi była tak duża, że na prawdę ciężko było się przemieszczać.

Fajnie byłoby się wybrać za rok z grupą polskich kręciołków. Byłoby zdecydowanie raźniej i zabawniej.

A jeszcze fajniej, byłoby zorganizować podobny festiwal w Polsce!




















2 komentarze:

  1. Niedługo będę korzystac z dobroci londyńskiego rynku <3 już nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Alex in Curlyland , Blogger